Każdy, kto oglądał film, zna trylogię Powrót do przyszłości i wraz z nią Delorean Wehikuł czasu. Od dawna krążyły plotki o powstaniu czwartej części, co tylko potęgował musical. Nic jednak nie może być dalsze od prawdy. Czwartej części nie będzie i rozumiemy powód: po prostu nie ma już nic do powiedzenia o Docu Brownie i Martym McFlyu. Nie żeby to musiał być jakiś poważny argument w Hollywood, bo powstaje mnóstwo szmiry. Twórcy trylogii mają jednak wiele do powiedzenia i po prostu nie uważają tego za dobry pomysł.
Co więcej, można by się zastanawiać, czy „Powrót do przyszłości” nadal cieszyłby się powodzeniem bez znaczącej modernizacji, która wpisywałaby się w ducha epoki. W końcu pierwsza część opowiadała o kimś, kto bardzo pragnął, by jego ojciec i matka znów byli razem. Brzmi to bardziej jak fabuła klasycznej bajki Disneya. Współscenarzysta „Powrotu do przyszłości”, Bob Gale, powiedział wcześniej: „Jestem pewien, że Universalowi by się spodobało, gdybyśmy powiedzieli im: hej, zróbmy kolejną część. Ale nie sądzimy, żebyśmy kiedykolwiek stworzyli czwartą część, która byłaby godnym następcą pierwszych trzech, więc zostawiamy ją w spokoju”.
Ten Amerykanin z pewnością byłby zadowolony z czwartej części.
Ale załóżmy… załóżmy, że jednak to zrobili. Czy wtedy DeLorean zostać ponownie wywiezionym z garażu, czy też lepiej byłoby podążać za pomysłem artysty Khyzyl Saleem. Wydawało mu się to pomysłem DeTomaso Pantery służyć jako wehikuł czasu. I uważamy, że to całkiem udany obraz. Kto wie, co przyniesie przyszłość…
























